duszą księcia.

prostu przykrego, ale nic takiego nie nastąpiło.

kobietą i że są tu sami.
- Jeszcze nie, najpierw chciałem zobaczyć się z tobą.
przystojny! W kasynie był jeszcze jeden wspaniały
elokwencją, iż uważam pani talent za wyjątkowy, a wyczucie
zastawszy go w biurze, zostawił wiadomość. Po godzinie Jack
- Przyjrzałaś mi się dobrze?
Wstała i przyjrzała mu się z bliska.
Dodatek za pracę w nocy 2021 ROZDZIAŁ CZTERNASTY
- Zawsze sądziłem - powiedział - że mój ojciec opuścił matkę, kiedy byłem dzieckiem. Dopiero ostatnio poznałem dokładne okoliczności tej sprawy. Wspomniałem ci o tym. Nauczono mnie ojcem gardzić i nienawidzić go. Dopiero dziś widzę, że źle go osądziłem, ale wtedy nie znałem prawdy.
Biblię i odczytała do mikrofonu słowa przysięgi, po czym
chłop jak ten Matthew.
Niemal sfrunęła ze schodów. Po drodze kątem oka zobaczyła
poprzestawiało w głowie.
Ripon.
depresja

- Do diabła! Gdy Sayre wyszła z biura, dzierżąc w ręku klucz do pokoju, Beck czekał na nią pod drzwiami. Sięgając po jej torbę, spytał: - Piętro czy parter? - Nie musisz mnie odprowadzać. - Huff nigdy by mi nie darował, gdyby przytrafiło ci się coś złego. - Co takiego mogłoby mi się przydarzyć? Wyjął torbę z jej dłoni. - Nie ma o czym mówić, Sayre. Z rezygnacją wskazała na długi, klimatyzowany korytarz. - Ostatni pokój - powiedziała i roześmiała się gorzko. - Huff. Kogo próbujesz oszukać, że on troszczy się o moje zdrowie? - Rozumiem, że dziś w szpitalu nie doszło do pojednania? - Znów zabawił się moim kosztem. Kolejna z jego brudnych, chorych gierek. - Myślał, że umiera. Może się mylisz. - Nie. - Żadnych wątpliwości? - Absolutnie żadnych. - Rozumiem, że kiedy przerwał twój romans z Clarkiem Dalym... - Co takiego? - Sayre zatrzymała się gwałtownie i chwyciła Becka za ramię. - Co ty o tym wiesz? - Tylko to, co powiedział mi Chris. - Chris opowiedział ci o mnie i Clarku? Kiedy? - Podczas twojej wizyty na oddziale. - Dlaczego? Jej palce zaciskały się kurczowo na jego łokciu, chociaż Beck przypuszczał, że wcale nie była tego świadoma. Oczy Sayre płonęły wściekłością. - Spytałem Chrisa, dlaczego między tobą a Huffem panuje taka niezgoda - odparł spokojnie licząc na to, że nieco rozładuje sytuację. - Cóż, mam nadzieję, że spodobała ci się jego opowieść. Puściła jego ramię i ruszyła dalej korytarzem. Gdy doszła do ostatnich z rzędu identycznych drzwi, wsunęła klucz w zamek z taką furią, że Beck się zdziwił, iż go nie złamała. Wyszarpnęła mu torbę i wrzuciła ją do pokoju. - Nie wspomniałbym o tym, gdybym wiedział, że tak cię to zdenerwuje. - Denerwuje mnie to, że ty i Chris plotkujecie jak dwie stare baby na temat mojego prywatnego życia. Nie miał żadnego powodu, by rozmawiać o tym z tobą ani z kimkolwiek innym. Nie znaleźliście lepszego tematu? - Nie plotkowaliśmy. Poza tym, to już stare dzieje... - spojrzał na nią pytająco, mrużąc oczy - prawda? - Co cię to obchodzi? - Obchodzi mnie to tak samo, jak twoje dwa małżeństwa. - O tym też rozmawialiście? - Są częścią historii waszej rodziny. - Do której ty nie należysz. - Zgadza się. Jestem jedynie obserwatorem. Po prostu byłem ciekaw. - Czego?

- Wiem - przerwał jej szorstko. - Niczego nie oczekujesz, o nic nie prosisz. Przeciwnie, chcesz mnie obdarować. Ale ja nie przyjmę twojego daru, bo nie chcę niczego zniszczyć.
że Beck już się obudził, wstała i po omacku ruszyła przez ciemny pokój w kierunku kuchni. Gdy pojawiła się w jego sypialni, niosąc tackę z jedzeniem, Beck właśnie wychodził z łazienki, z ręcznikiem owiniętym wokół bioder i mokrymi włosami. - Brałeś prysznic? - spytała zaskoczona. - Obudziłem się w kałuży własnego potu. Spojrzała na wiatrak pod sufitem, który wciąż pracował pełną parą. - Powinnam ustawić termostat na nieco niższą temperaturę - powiedziała. - To nie to. Miałem sen. Postawiła tackę na otomanie naprzeciwko dwuosobowej kanapy, ustawionej na skos w rogu pokoju. - Co ci się stało? - spytała, a gdy Beck nie odpowiedział, spojrzała na niego przez ramię. - Nie pamiętam. - Trzymasz się całkiem prosto. Jak się czujesz? - Gorący prysznic trochę mi pomógł. Dlaczego światło jest zgaszone? - Po wschodzie słońca opuściłam żaluzje i przerzuciłam się na świeczki. W ten sposób dla kogoś z zewnątrz dom będzie wyglądał na opustoszały. - Dobry pomysł, - Beck zgasił światło w łazience. Sayre zapaliła świeczkę stojącą na tacce. - Przygotowałam ci kolację. Jest zupa pomidorowa, ser i krakersy - Nie powinnaś dla mnie gotować, ale jestem zbyt głodny, żeby cię za to skarcić. Beck usiadł na kanapie, skromnie wsuwając ręcznik pomiędzy uda. Postawił tackę na kolanach. Sayre przycupnęła na podnóżku. Beck chwycił łyżkę i zanurzył ją w zupie, potem jednak nagle przypomniał sobie o dobrych manierach. - Jadłaś już coś? - zapytał. - Jakiś czas temu. Upił nieco zupy i zagryzł żółtym serem. - Jak się miewa Frito? - Posilił się jajecznicą z boczkiem i teraz zażywa odpoczynku. - Boczek? Dziękuję bardzo. Teraz już nigdy nie wystarczy mu zwykła jajecznica. - Zasłużył sobie na szczególne traktowanie. Pilnował cię przez całe popołudnie. Beck przestał jeść i spojrzał na nią. - Najwyraźniej ty również. Nagle pokój zrobił się zbyt ciemny i cichy, a Beck zbyt nagi. Sayre wstała szybko i pomimo jego protestów ściągnęła wilgotną pościel z łóżka, i wymieniła ją na nową. Zanim skończyła, Beck popijał już posiłek szklanką mleka. Odniosła tackę do kuchni i wróciła stamtąd z kilkoma czekoladkami. - Pomyślałam, że może będziesz miał ochotę na coś słodkiego. - Dzięki. - Odwinął czekoladkę ze sreberka i wrzucił do ust. - Co miałaś na myśli, mówiąc mi, że Chris nie jest moim przyjacielem? A może to tylko moja wyobraźnia? Usiadła przy nim na kanapie. - Nie. Powiedziałam to rzeczywiście. Kiedy cię bito, stał z boku i nie zrobił nic, żeby ci pomóc. - Nie mógł zrobić zbyt wiele, Sayre. - Bzdura - rzuciła gniewnie. - Nawet jeśli sam nie chciał się angażować w bójkę, nie powinien powstrzymywać Freda Decluette'a, który chciał przyjść ci z pomocą. Widziałam, jak zatrzymał go na miejscu. - Sam zgłosiłem się na ochotnika do rozmowy z Luce Daly. Chris mi to odradzał. Powiedział, że powinienem zaczekać na posiłki, które przybędą z Rudym. Zapewne pomyślał, że dostałem to, o
Książę. - Ale kiedy on narysował mi słonia połkniętego przez węża boa, to wiedziałem, że potrafi narysować
- Słucham?
Uśmiechnął się jakby z rozmarzeniem.
unitedfinances offer 1000 loan online from UnitedFinances from trusted direct lender same day fully online Uśmiechnął się.
- O jakim lustrze?
Pijaka. - Tylko dzieci kogoś lubią lub nie lubią takim, jakim ten ktoś jest, nie patrząc na to, jakie zajmuje
Zawahał się i zerknął na bratanka. Henry spał smacznie, nieświadomy burz, jakie przetaczały się nad jego głową. Mark wzruszył się głęboko. Po raz pierwszy w życiu tego malca ktoś się z nim bawił, ktoś się do niego uśmiechał, ktoś go kochał. Henry po raz pierwszy musiał czuć się szczęśliwy i bezpieczny.
- Czy Henry już zasnął? - spytał Mark.
święto trzech króli samobójstwo lub przypadkowa śmierć było wręcz niewyobrażalne. - Sugeruje pan, że ten detektyw uważa, iż Danny został zamordowany? Beck spojrzał na nią. - Scott nie powiedział tego tak dosłownie. - To po co szukałby informacji i rozpytywał wkoło? - Jest nowy w mieście. - Beck wzruszył ramionami, - Pracuje tu dopiero od kilku tygodni. Nie wie... - Nie wie, że jego szef bierze łapówki od mojej rodziny i przymyka oko za każdym razem, gdy ona łamie prawo? - Huff dopłaca do zbyt niskiej pensji Rudego. - Przekupuje go. - Huff dotuje wiele przedsięwzięć w naszej parafii - uciął Beck. - Zapobiega to wzrostowi podatków. - Ach, tak. Więc Huff przekupuje przedstawicieli prawa wyłącznie przez wzgląd na podatników. - Wszyscy zyskują na jego szczodrości, Sayre. - Łącznie z panem. - I z tobą - odepchnął się od drzewa i podszedł do niej. - Powiedz mi, wolałabyś spędzić w więzieniu te wszystkie noce, w które Rudy przyłapał cię na jeździe po pijaku? Albo na kąpieli nago? Pieprzeniu się na ławce w parku? Wyścigach samochodowych na Evangeline Street? Czy za każdym razem, a wiem, że to zaledwie wierzchołek góry lodowej, przypadkiem nie byłaś zadowolona z tego, że co miesiąc Huff wsuwa szeryfowi do łapy zwitek banknotów, dzięki czemu twoje wyskoki idą w niepamięć, bez żadnych legalnych konsekwencji? Nie fatyguj się z odpowiedzią, jest oczywista. Spróbuj dla odmiany spojrzeć nieco szerzej, a zobaczysz... - Widzę, panie Merchant, że bardzo ładnie wytłumaczył pan sobie własne skorumpowanie. Jak pan sypia w nocy? Podszedł do niej tak blisko, że jego spodnie ocierały się o jej łydki. Jego obecność znów ją przytłaczała, zupełnie jak wtedy, na ławce przy pianinie. Musiała odchylić głowę, żeby spojrzeć mu w twarz albo cofnąć się o krok, czego nie zamierzała zrobić. Ani myślała mu ustępować. - Po raz ostatni cię proszę, Sayre - przemówił chrapliwym szeptem - mów mi Beck. Jeżeli chcesz się dowiedzieć, jak sypiam, zapraszam cię do mojej sypialni. W każdej chwili. Nie chcąc go spoliczkować, choć czuła nieprzemożną pokusę, odwróciła się i powędrowała w kierunku domu. - Nie żyje. Zatrzymała się i spojrzała za siebie. - Stary Mitchell- powiedział Beck. - Umarł kilka lat temu. Znaleźli go w domku rybackim. Nie żył od kilku dni. Po wyjściu ostatniego gościa, Huff poszedł na górę do swojej sypialni, gdzie przebrał się z ciemnego garnituru w wygodniejsze ubranie. Zatrzymał się na chwilę, mijając drzwi do pokoju Danny'ego. Selma zamknęła go na klucz, zostawiając wszystko tak, jak to wyglądało, gdy w niedzielny poranek Danny udawał się do kościoła. Będzie czekać na znak ze strony Huffa, żeby otworzyć pokój, uporządkować rzeczy zmarłego, zdecydować, co pozostawić, a co oddać na cele dobroczynne. Cała praca przypadnie Selmie. Huff nie czuł się na siłach obcować z rzeczami Danny'ego. Nigdy więcej. Bolał nad śmiercią syna, ale co się stało, to się nie odstanie. Rozpamiętywanie byłoby stratą czasu i energii, a Huff nie zwykł trwonić ani jednego, ani drugiego. Schodząc na dół, zerknął przez szklane drzwi prowadzące na podest na piętrze, gdzie wisiał
- Dlaczego?
Szczęścia było samotnych, którzy wreszcie znajdowali kogoś bliskiego...
Skąd się wziąłeś?! Słowa te wypowiedział, a właściwie wykrzyczał (zapewne z powodu przyzwyczajenia do hałasu)
- Wynajmę pokój w hotelu. Dam sobie radę. Proszę mnie tylko zawieźć do mojego siostrzeńca – powiedziała zimno i ponownie odwróciła się do niego plecami.

©2019 www.astra.na-wczesnie.bialystok.pl - Split Template by One Page Love